Wiosna, panie sierżancie! (*)

Dzieciaki na rowerachJa na rowerkuMy tu gadu-gadu a wiosna ni z tego ni z owego przyładowała z grubej rury – 17 stopni. Na plusie. Drugi dzień z rzędu. Więc drugi dzień przypominamy sobie, jak się jeździ na rowerze. Już wczoraj sprawdziliśmy, że pamiętamy jak się kręci pedałami. Jest fajnie.
Reszta na rowerze

Tylko zmrok zapada jakoś podejrzanie wcześnie…

Ale już niedługo, jeszcze kilka dni…

 

 

 

 

(*) „Wiosna panie sierżancie”, scenariusz i reżyseria: Tadeusz Chmielewski

Posted in Rower, Wypoczynek | Tagged , | Leave a comment

Wspólne muzykowanie

Piękne dziewczyny i syntezatorMuzyka, muzyka wszelka, to mój konik. Słuchania, granie, wszystko jedno. Poważna i punkowa. Filharmonia (o tym jeszcze napiszę, jak przyjdzie czas) i koncert przydomowych szarpidrutów. Radio i płyty. To jest świat. Zupełnie jak rower ;-) .

Granie na pianieNie dawno w mojej ulubionej trójce był reportaż na temat między innymi nauczania muzyki. Wypowiadał się bardzo mądry (moim zdaniem) człowiek, który szukając talentów do swojej orkiestry przychodził do szkoły grać z dzieciakami. Właśnie. Grać z, a nie uczyć czy przesłuchiwać. Pograć choćby i „Wlazł kotka”. Poważny pan z filharmonii i dzieciaki. Na równych prawach.

BasistaCzłowiek ten wychodził z założenia, że najważniejsza jest radość grania, słuchanie muzyki i cieszenie się nią. Technika nie jest istotna. Pytany o to, czy dzieci nie „formowane” technicznie przypadkiem nie nabierają złych nawyków, odpowiadał – w sumie zapewne sensownie – że jeśli będą źle układać ręce, to będą się męczyć, będzie im niewygodnie, więc nie ma niebezpieczeństwa, że się do tego przyzwyczają. A jeśli granie im się spodoba, będą robić to długo i chętnie, to same znajdą, lub podejrzą u kogoś, właściwe ułożenie rąk, ramion. Osiągną to samo, co pracując żmudnie nad techniką, ale nie drogą nudnych ćwiczeń, a drogą radosnego grania. Mnie to przekonuje.

Guitar soloMuszę powiedzieć, że niestety nie było to dla mnie dotąd takie jasne (a jak się choć chwilę nad tym zastanowić, to jest to i jasne i proste).

Wygląda na to, że popełniłem kilka błędów, próbując zarazić dzieci miłością do muzyki i instrumentów. Wydawało mi się, że skoro mi ćwiczenia sprawiają przyjemność to i dzieciom „powinny”. Starałem się poprawiać ich technikę. Skutek jest taki, że lubią się pobawić instrumentami, ale nie za bardzo i nie za długo ;-) . A już w ogóle kiedy zaczynam im „pomagać” w złapaniu właściwych postaw i technik.

Syntezator soloNo ale teraz już wiem w czym rzecz i poprawię się. Sytuacja jeszcze nie jest beznadziejna, mam nadzieję.

Drogie sąsiady, kupta se zatyczki do uszu, nadchodzą wlazłkotki na wszystkim, co tu w domu mamy. A mamy, oj mamy… Gitary, syntezator. Marakasy, bębenki, i nawet didgeridoo. Flety proste „Sopran C”, harmonijki ustne, cymbałki. A nawet pałeczki do perkusji. I nie zawahamy się tego wszystkiego użyć. A jak nam dobrze pójdzie, to i skrzypce dokupimy i kontrabas… …a może nawet puzon? Się będzie działo!

Posted in Edukacja, Muzyka | Tagged , | Leave a comment

Spotkania z przyrodą

Kwiatki- Kocham pana, Panie Sułku! (*)

Dwa lata temu, ale bez miesiąca, byliśmy na mazurach. W ciągu jednego dnia zetknęliśmy się z taką ilością przyrody, z jaką normalnie nie stykamy się przez wiele miesięcy.

 

BocianyŁośKwiatekTam cuś leciJeżykRobalZajence i kurakiZabaKuński łebCzyli jeszcze miesiąc i będzie wiosna pełną gębą. W każdym razie w 2009 była ;) .

A Mazury Garbate to wciąż niedoceniany obszar naszego przepięknego kraju. Warto tam zajrzeć, zwłaszcza na wiosnę…

(*) aut. Jacek Janczarki, wyk. Marta Lipińska, Krzysztof Kowalewski i inni.

Posted in Przyroda, Wypoczynek, Zdrowie | Tagged , , | Leave a comment

Rzeczowniki na spacerze

Pruszkowianka w stroju ludowymW tym roku szkolnym moja córka numer jeden, dwa razy w tygodniu, uczęszcza na zajęcia zespołu pieśni i tańca. Nie jest łatwo, bo to ze 2,5 km od domu. Ale staramy się chodzić na piechotę. Nie zawsze się udaje, ale co najmniej w jedną stronę – bez problemu. Fajny spacer z córką. Czas, żeby pogadać. Albo pobiegać gdy zimno. To w stronę TAM.

Powrót to jednak rytuał. Zdecydowanie spacer. Najpierw do Żaby po nagrodę na poczet udanego spaceru – odrobinę węglowodanów. Potem przez ulicę i zaczyna się… XYZ…. Stop! Gramy w słowa. 20 minut na jedną literkę. Tylko rzeczowniki. Na szczęście można i imiona i nazwy geograficzne. Córka, pierwszoklasistka, zaskakuje mnie często słowami – nieskończoność, kosmos, mgławica, jantar. Ale bardziej mnie zaskakuje tym, że to ona musi podpowiadać mi, a nie ja jej. Co prawda ja znam wszystkie słowa jakie ona znajdzie, a ona o wielu z moich się dopiero dowiaduje (ale jestem ważny, mogę jej tłumaczyć!), ale jednak to ona jest sprawniejsza w ich odnajdywaniu…

Cóż. Mądry ojciec to i córka niegłupia. Tylko jak taka znajdzie sobie fajnego męża? Zwłaszcza,  że skromna też po ojcu…

Posted in Edukacja, Wychowanie | Tagged , | Leave a comment

Tradycja

Palma w Łysych- Tradycja, chodź no do tatusia! A butków nie zamocz!
- Ona nie może się tak nazywać! Tradycja!
- Dlaczego niby?
- Pytasz “dlaczego”? No, bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja jest naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy. (*)

Konkurs na największą palmę w ŁysychWielkimi krokami zbliża się wiosna. Wielkanoc. A nieco wcześniej – Niedziela Palmowa. Fajne święto, żeby zabrać się za integrację z rodziną, znajomymi i coś pozwiedzać. Opowiem dziś o wyprawie, w jakiej wzięliśmy udział kilka lat temu. Może ona zainspiruje kogoś do podobnego „wyczynu”.

Otóż znajomi organizują co jakiś czas ciekawe wycieczki „w Polskę” z dziećmi. Pokazują im w jakim pięknym kraju żyjemy. Jak było dawniej. Jakie zwyczaje tu panowały, a gdzieniegdzie ciągle panują. Niedziela Palmowa to fajny termin, fajne święto i po prostu dobry pretekst, żeby spędzić z dziećmi ciekawie czas na wspólnej wycieczce. Jeśli uda się zorganizować taki wyjazd ze znajomymi, to będzie to rozrywka dla wszystkich, czas na wspólne rozmowy i integrację. Przygotowanie wyjazdu zaś może być bardzo pouczające.

Pułtusk - RatuszMy wybraliśmy się na Kurpie, do miejscowości Łyse – urządzany jest tam co roku konkurs na najdłuższą palmę i są one zaiste ogromne. Zjeżdżają się autokarami ludzie z całego kraju, żeby je podziwiać oraz wziąć udział w odpuście i kiermaszu sztuki. Po drodze można zajechać do Pułtuska zwiedzić Dom Polonii (dawniej zamek biskupi). Jest tam jeszcze kilka ciekawych zabytków. Niedaleko Łysych jest też Skansen Kurpiowski.

Pułtusk, Łyse, Skansen – to plan w sam raz na całodzienną wycieczkę. Żeby ją uatrakcyjnić i nadać jej większy walor edukacyjny można podzielić się zadaniami w zakresie oprowadzania „wycieczki”. Po prostu ktoś musi wygrzebać jakieś ciekawostki o zwiedzanych miejscach i być w nich przewodnikiem. Jeśli uda się w to „ubrać” dziecko w wieku szkolnym, to zdobędzie trochę wiedzy, będzie ważne i zaimponuje wiedzą dorosłym. To się liczy. Trzeba oczywiście trochę pomóc naszemu przewodnikowi w opracowywaniu materiałów, ale to też fajna wspólna praca.

Pułtusk - armata pod Domem PoloniiOczywiście wyjazd, żeby nie był typową, męczącą podróżą w kilka samochodów, trzeba zorganizować atrakcyjniej – wynająć busika albo autobus – w zależności od tego, jak wielu znajomych zdołamy namówić na taki wypad. Wbrew pozorom nie jest to szaleńczo drogie. Busik na kilkanaście osób kosztuje około 1000 zł (płaci się od kilometra, kierowcy, itd.). Przy 3-4 rodzinach nie wygląda to już tak strasznie, nie wiele więcej niż zatankowanie kilku samochodów na taką podróż. Warto znaleźć w Internecie kilka firm przewozowych i poprosić o wycenę wybranej przez nas trasy. Cena może nas zaskoczyć.

Skansen KurpiowskiObiad można uzgodnić (zarezerwować) przez telefon, w miejscu znalezionym w Internecie – dziś wszystko jest takie proste… trzeba się tylko trochę postarać.

Oczywiście zaproponowane tu atrakcje nie dla każdego są w zasięgu jednodniowego wypadu, ale też jest wiele bardzo fajnych miejsc w Polsce, w tym wiele konkursów na najwspanialszą palmę w Niedzielę Palmową ;) .

Fajnie jest z dziećmi poznawać tradycję, a z żoną i znajomymi napić piwa bez zastanawiania się, kto nas potem odwiezie do domu…

(*) Miś, reż. Stanisław Bareja

Posted in Edukacja, Tradycja, Wychowanie, Wypoczynek | Tagged , | Leave a comment

Korzenie, czyli: dokąd zmierza świat (3)?

Uznałem już w poprzednich wpisach z tego cyklu, że dla wychowania dzieci znaczenie mają nasze relacje z sąsiadami oraz rodziną. Że tylko osobistym przykładem możemy pokazać dziecku, co to jest szacunek dla innych, jak sympatycznie współżyć z innymi na co dzień. Co ważne – to wszystko jest potrzebne także NAM samym i dbać o relacja musimy właściwie przede wszystkim dla siebie. Korzyść dla dziecka będzie czymś ekstra.

Ale czy to wszystko? Nie. Są jeszcze obcy. Ludzie, którzy zachodzą nam drogę, pchają się na nas, wpychają przed nas w korku. Jak na nich reagujemy? Co może zaobserwować nasza pociecha? Jak kłócimy się z nimi, a choćby złorzeczymy im pod nosem. A co nam to daje? Nic. Czy zmienia sytuację? Nie! Czy poprawia nam humor? Raczej nie. Czy uspokaja? Nie sądzę. Może zatem lepiej uśmiechnąć się do siebie albo machnąć ręką na sprawę. W końcu każdemu zdarza się w pośpiechu przekroczyć normy. Kiedy to my przed kogoś się wpychamy, wiemy, że to wyjątkowa sytuacja, kiedy NAM się bardzo śpieszy z jakiegoś ważnego powodu. Może zatem temu, kto nam to robi, także się dokądś nagle, bardzo śpieszy? Wybaczmy mu. Nie reagujmy agresywnie. Dziecko nie zobaczy naszej agresji, nie nauczy się jej, nie będziemy musieli potem jej zwalczać w nim. Niby prosta sprawa, ale jak obserwuję rzeczywistość wokół mnie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie przy każdej okazji walczą ze sobą – zupełnie bez sensu. A dzieci to kupują i kopiują…

Bądźmy zatem bardziej wyrozumiali dla innych, a nieco mniej wyrozumiali dla siebie. I nie śpieszmy się. To nie jest wbrew pozorom trudne. To wyłącznie kwestia decyzji. Uświadomienia sobie, ile nam daje pośpiech. Tak. Jesteśmy 5 minut wcześniej w domu czy pracy. Ale 10 minut dłużej musimy odpoczywać po stresującej podróży. Moim zdaniem lepiej „zmarnować” te 5 minut i zrezygnować ze stresu związanego z pośpiechem. A najlepiej wyjść 5 minut wcześniej i zdążać bez pośpiechu. To kwestia wyłącznie (samo)organizacji.

CmentarzTo tyle tytułem uzupełnienia poprzednich wpisów. Teraz ciąg dalszy. O co jeszcze warto zadbać, aby wykształcić w dziecku właściwe relacje ze światem? Moim zdaniem warto pokazać dziecku, skąd pochodzi. Kim byli jego przodkowie. Gdzie są ich groby…

Groby często porozrzucane są po całym kraju. Warto pojechać na nie w towarzystwie rodzica lub innej starszej osoby z rodziny. W trakcie długiej podróży w miejsca wiecznego spoczynku przodków starsi ludzie chętnie snują opowieści o dawnych czasach. Czasy niby nie są aż tak dawne, a okazuje się, że są to całkiem inne czasy. To zadziwiające jak szybko zmienia się świat. Wprost niewiarygodne. Te opowieści będą zaskakujące i interesujące dla nas. Dla naszych dzieci także. Poczucie związku z tymi zadziwiającymi czasami daje pewną perspektywę patrzenia na nasze sprawy. Problemy. Jakie problemy? Tyfus w 1941 to był problem. Palone w zimie wioski, zimno, głód – to były problemy… My coś o tym może i wiemy, ale dzieci? Je to ciekawi, opowieści budują wspólnotę. Groby, świeczki, kwiaty – to rytuały, które także budują więź. Tą najważniejszą więź na całe życie…

CmentarzZbliżająca się Wielkanoc to dobry pretekst, żeby odwiedzić groby bliskich. W końcu nie tylko 1 listopada należy pamiętać o przodkach. Nie zapominajmy o tym, nie zapominajmy też o zabraniu ze sobą kogoś, kto nam uprzyjemni drogę opowieściami z czasów nie całkiem odległych, a jakże odmiennych.

Zatem dziś pytanie „dokąd” zamieniam na „skąd”. To równie ważne pytanie…

Posted in Edukacja, Rodzina, Wychowanie | Tagged , , , | Leave a comment

O co ten krzyk?

Ostatnio wdzięcznym tematem rozmów jest planowana zmiana wysokości składki emerytalnej wpłacanej do OFE. Co w ogóle myślę o perspektywach systemu emerytalnego (dowolnego) w aktualnej sytuacji demograficznej, można już było przeczytać na tym blogu, a nade wszystko w moim wpisie na blogu Krzysztofa Habicha.

Ale abstrahując od mojego czarnowidztwa (które nie musi się przecież ziścić) chciałbym zastanowić się nad tym, czy jest o co drzeć koty? Czy te całe OFE rzeczywiście tak fantastycznie inwestują nasze pieniądze, że trzeba bronić jak niepodległości tego kształtu systemu emerytalnego? Czy może są to tylko instytucje, które nieźle się pasą na naszych składkach, a nam dają niewiele?

Co roku dostajemy wyciągi z naszych kont emerytalnych. Niewiele osób je uważnie czyta. Ja tak. Zwykle mam poczucie, że prezentują wyniki bardzo marnych inwestycji. Ale rozumiem: to są inwestycje długoterminowe, nie można patrzeć się na nie przez pryzmat chwilowych zawirowań na rynkach. Trzeba zachować spokój, jest bessa. Minimalna perspektywa inwestycyjna to 10 lat. itd. itp. No dobra. Minęło już ponad 10 lat odkąd funkcjonują OFE. W tym czasie były i czasy hossy i czasy bessy. Teraz jesteśmy zdecydowanie powyżej dna ostatniego dziesięciolecia, więc można coś policzyć.

A co ja bym chciał policzyć? Jak skutecznie inwestują OFE w przeciągu 10 lat. Dla ustalenia uwagi – od początku 2001 do końca 2010 roku.

Do obliczeń oczywiście potrzebne są jakieś założenia. Zakładam, że do OFE trafia co miesiąc stała składka (nie jest ważne jaka, bo prowizje są procentowe, ale dla ustalenia uwagi przyjmę 219 zł, czyli od pensji brutto 3000 zł). Przyjmę, że składka trafia do OFE 25 dnia miesiąca lub w najbliższym dniu roboczym. Wyceny jednostek pobrałem z KNFu. Zakładam też, że OFE pobiera 5% od wpłacanych składek (aktualnie już max. 3,5%, ale jeszcze niedawno było to 7%. A wcześniej niektóre fundusze pobierały nawet więcej – 9%). Przyjęte 5% w większości wypadków działa na korzyść funduszy.

Jakie są wyniki takiej analizy? Wpłacając przez 10 lat po 219 zł miesięcznie wpłacam 26280 zł. 5% prowizja zabiera 1314 zł, czyli jednostki kupowane są za 24966 zł. Kupowane jak pisałem w założeniach 25 dnia miesiąca. W zależności od OFE oznacza to nabywanie różnej ilości jednostek o różnej wartości. Ale ostatecznie, na dzień 27.12.2010 mógłbym posiadać jednostki warte od nieco ponad 37 tyś. zł do niemal 39 tyś zł w zależności od wybranego OFE. Czyli 11-13 tyś. zysku. Zdawać by się mogło, że sporo. Ale czy na pewno? Mniej więcej tyle dałaby inwestycja zasilana systematycznie 219 zł wkładem dająca 6,55-7,5% rocznie (z comiesięczną kapitalizacją zysków). Przyjmijmy średnio 7%. Czy 7% rocznie w okresie 10 lat 2001-2010 to dużo, czy mało? mBank w 2001 roku dawał 14% rocznie na eMaxie, a teraz daje 4% poprzez lokatę jednodniową. Ale to są oferty dostępne bez problemu dla każdego, nawet bardzo leniwego „inwestora”. A w OFE pracują najmądrzejsi z najmądrzejszych analityków i podobno starannie wybierają najlepsze inwestycje. No, ale są też przepisy, które nie pozwalają im nadmiernie ryzykować.

Ocenić te wyniki każdy musi sam, ale mówiąc szczerze ja nie jestem nimi zachwycony.

Posted in Emerytura, Finanse | Tagged , , , | Leave a comment

Dokąd zmierza świat (2)?

Ale jaja!Postanowiłem kontynuować ostatnio rozpoczęte rozważania o elementarzu wychowania potomstwa. Bowiem nie tylko z sąsiadami mamy problem. Jak się dobrze zastanowić, to efektem naszej pogoni za – w sumie – niczym ważnym, są często i inne drobne zaniedbania, które mogą mieć gigantyczny wpływ na przyszłość naszych pociech a może i nas samych…

Zauważenie, że mamy sąsiadów, i że są to fajni ludzie, to jedna sprawa. Stosunkowo prosta. Każdy ma ich wielu. Na pewno znajdzie się ktoś, z kim będziemy się z przyjemnością spotykać, ktoś do kogo będziemy się szczerze uśmiechać na codzień. To stosunkowo łatwe.

Mariachi ElAle jest coś nie mniej, a zapewne bardziej istotnego. Rodzina: rodzeństwo, rodzice. Z pewnością wyobrażamy sobie, że nasze dzieci będą całe życie wspierać się wzajemnie, że będą pamiętać o sobie, choćby o swoich imieninach, urodzinach. Oraz, że będą pamiętać o nas. To wydaje się takie oczywiste. Ale czy na pewno? Czy dajemy im stosowny przykład? Czy pokazujemy im NASZ pozytywny stosunek do rodziców, rodzeństwa?

Wielkanocny stółTo nie jest tak proste jak z sąsiadami – możliwe, że nasi rodzice mieszkają „gdzieś daleko”, rodzeństwo także mogło się rozjechać po Polsce, albo nawet świecie. Ale musimy pamiętać o nich. Odwiedzać się i wspierać. A chociaż wysyłać kartki pocztowe z różnych okazji, z wakacji. Jeśli ktoś o tym zapomina pędząc przez życie, musi mieć na uwadze, że o nim jego dzieci też mogą zapomnieć. Warto to przemyśleć. Może początkowo kontakty będą sztuczne, dziwne, ale zapewne szybko się to ułoży – w końcu jesteśmy rodziną. Nie musimy mieć żadnego interesu, żeby się spotykać, a warto. Obiadek mamusi to jest coś. Tak dla nas, dla naszych dzieci jak i dla mamusi. Nie ma co się obawiać, że sprawimy jej kłopot. Czy nam, kiedy będziemy na emeryturze, masze pociechy sprawią kłopot, kiedy przyjadą ze swoimi pociechami na obiad? Nasi rodzice mają też zawsze wiele ciekawych opowieści dla wnucząt a i dla nas – w końcu świat tak pędzi. Zmienia się ciągle. Nasz rodzic opowiadający o swoim dzieciństwie, młodości będzie snuł przedziwne, pasjonujące historie. Warto posłuchać. Żeby się nie obudzić jak już będzie za późno…

Boże narodzenieZapewne większość z nas o tym wie i działa rozsądnie. Ale jeśli ktoś nie, jest zbyt zmęczony, ma zbyt daleko, to niech się jeszcze raz zastanowi. Trzeba znaleźć taką formułę wizyt (i rewizyt oczywiście!), żeby znaleźć czas, siłę i żeby to była przyjemność. Bo z pewnością to może być przyjemność.

Chopin. ElAha. I jeszcze jedno. Święta. Kiedyś będziemy starzy. W święta szczególnie odczuwa się zarówno samotność jak i gwar rodzinnej imprezy. Na Hawaje można pojechać w dowolnym momencie roku i zawsze będzie fajnie. Święta niech będą rodzinne! Niech nasze dzieci wiedzą od samego początku, że święta to czas fantastycznej zabawy w gronie rodziny a nie jakichś przypadkowych ludzi gdzieś na końcu świata. Ja wiem, czasem wspominamy święta jako taką nadętą rodzinną imprezę. Ale dlaczego tak? Warto to przeanalizować i znaleźć taką formułę, żeby wszyscy się co najmniej jako-tako bawili. Spróbujmy, może się uda. Musi się udać.Taniec z gwiazdami

Zbliża się Wielkanoc, trzeba zacząć skrzykiwać rodzinę. Będzie fajnie! Przecież znasz swoją rodzinę i możesz zaplanować atrakcje tak, żeby każdy był zadowolony.

A kto nie skorzysta… niech załuje.

Straci…

…i tym chętniej skorzysta za rok!

Posted in Edukacja, Rodzina, Tradycja, Wychowanie | Tagged , , , , | Leave a comment

Dokąd zmierza świat?

Moja żona była kiedyś z moimi sukcesami na spotkaniu urodzinowym znajomego dziecka. Kiedy wróciła, opowiedziała mi w ramach anegdoty, co tam się wydarzyło. A cóż takiego to było? Otóż wydarzenia miały miejsce w domu, kilkupoziomowym, w którym mieszkała między innymi malutka dziewczynka, która zaczynała naukę chodzenia. Zatem na schodach były zamontowane bramki ochronne. Były to jakieś wymyślne bramki z nietrywialnym systemem zamykania.

W pewnym momencie pan domu przyszedł do rozmawiających dziewczyn (znaczy mam) i powiedział wielce zszokowany: Ta dziewczynka (moja córka) POPROSIŁA mnie o pomoc w otworzeniu bramki. A potem PODZIĘKOWAŁA. To była prawdziwa sensacja…

Najpierw się z tego pośmialiśmy. Potem zastanowiliśmy się, że rzeczywiście większość dzieci jakie odwiedzają nasze starsze pociechy traktuje nas jak powietrze. Jak im wyraźnie powiemy „dzień dobry” to odpowiadają, ale rzadko robią to same bez „przypilnowania” przez nas. Ostatecznie trzeba uznać, że to dość smutne.

Zastanówmy się dalej: co jest właściwie smutne? Chyba trzeba to jasno powiedzieć. Smutne jest, że RODZICE nie potrafią nauczyć dziecka podstaw dobrego wychowania. A może nie chcą? Nie, na pewno nie. Rodzice przypuszczam, że chcą. Zapominają o tym? Trudno o tym zapomnieć. W czym więc rzecz? Chyba w tym, że nasze życie pędzi jak oszalałe, skupiamy się na karierze, pieniądzach, pracy. Zmieniamy mieszkania. Mieszkamy w wielkich blokowiskach, całkowicie anonimowo. Nie nawiązujemy kontaktów sąsiedzkich, sami nie kłaniamy się zatem ludziom „obcym”. Skąd więc dziecko ma nauczyć się tego „dzień dobry”, uśmiechu codziennego do ludzi z sąsiedztwa?

Myślę, że ten stan nikomu się nie podoba, ale nie każdemu przychodzi do głowy, co z tym zrobić. A – jak często – zacząć trzeba od siebie. Odwiedzić czasem sąsiadów. Zaprosić na herbatkę, wino, ciasto. Urządzić grilla, sylwestra czy cokolwiek – w zależności od możliwości i aktualnie dostępnych okazji – każda jest dobra. Ludzie chcą się spotykać, rozmawiać. Tylko trudno jest zacząć znajomość. Ktoś musi wykonać najtrudniejszy, pierwszy krok. Zagaić rozmowę przez płot, w windzie czy choćby w kolejce w sklepie. Spotkanie stanie się nieuchronną konsekwencją. A wtedy łatwiej będzie się nawzajem zapamiętać… A potem – kłaniać się sobie i uśmiechać do siebie przy każdej okazji. Myślę, że dzieci łatwo i chętnie to kupią – w końcu one starają się i chcą być takie jak my. Jeśli ich zachowanie nam się nie podoba, to znaczy, że MY się nam nie podobamy…

Ergo: dokąd by ten świat nie zmierzał, w naszej mocy jest skierować go tam, gdzie nam wszystkim będzie lepiej.

Posted in Edukacja, Rodzina, Wychowanie | Tagged , | Leave a comment

Jeszcze raz o emeryturach…

Dziś zadebiutowałem jako autor wpisu na cudzym blogu. Na blogu pana Krzysztofa Habicha zainicjowałem cykl „Otwartego Bloga”. Co sobotę na blogu pana Krzysztofa można będzie przeczytać artykuł napisany przez jego czytelnika.

Mój wpis, Tylko Ty możesz uratować ludzkość, dotyczył spraw emerytalnych – czyli potrzeby intensywniejszej pracy nad przyszłymi pokoleniami ;-) . Bardzo podobny temat poruszałem tutaj we wpisie Emerytura z 4 lutego.

Posted in Emerytura, Finanse, Krzysztof Habich, Wolność | Tagged , | Leave a comment