Postanowiłem kontynuować ostatnio rozpoczęte rozważania o elementarzu wychowania potomstwa. Bowiem nie tylko z sąsiadami mamy problem. Jak się dobrze zastanowić, to efektem naszej pogoni za – w sumie – niczym ważnym, są często i inne drobne zaniedbania, które mogą mieć gigantyczny wpływ na przyszłość naszych pociech a może i nas samych…
Zauważenie, że mamy sąsiadów, i że są to fajni ludzie, to jedna sprawa. Stosunkowo prosta. Każdy ma ich wielu. Na pewno znajdzie się ktoś, z kim będziemy się z przyjemnością spotykać, ktoś do kogo będziemy się szczerze uśmiechać na codzień. To stosunkowo łatwe.
Ale jest coś nie mniej, a zapewne bardziej istotnego. Rodzina: rodzeństwo, rodzice. Z pewnością wyobrażamy sobie, że nasze dzieci będą całe życie wspierać się wzajemnie, że będą pamiętać o sobie, choćby o swoich imieninach, urodzinach. Oraz, że będą pamiętać o nas. To wydaje się takie oczywiste. Ale czy na pewno? Czy dajemy im stosowny przykład? Czy pokazujemy im NASZ pozytywny stosunek do rodziców, rodzeństwa?
To nie jest tak proste jak z sąsiadami – możliwe, że nasi rodzice mieszkają „gdzieś daleko”, rodzeństwo także mogło się rozjechać po Polsce, albo nawet świecie. Ale musimy pamiętać o nich. Odwiedzać się i wspierać. A chociaż wysyłać kartki pocztowe z różnych okazji, z wakacji. Jeśli ktoś o tym zapomina pędząc przez życie, musi mieć na uwadze, że o nim jego dzieci też mogą zapomnieć. Warto to przemyśleć. Może początkowo kontakty będą sztuczne, dziwne, ale zapewne szybko się to ułoży – w końcu jesteśmy rodziną. Nie musimy mieć żadnego interesu, żeby się spotykać, a warto. Obiadek mamusi to jest coś. Tak dla nas, dla naszych dzieci jak i dla mamusi. Nie ma co się obawiać, że sprawimy jej kłopot. Czy nam, kiedy będziemy na emeryturze, masze pociechy sprawią kłopot, kiedy przyjadą ze swoimi pociechami na obiad? Nasi rodzice mają też zawsze wiele ciekawych opowieści dla wnucząt a i dla nas – w końcu świat tak pędzi. Zmienia się ciągle. Nasz rodzic opowiadający o swoim dzieciństwie, młodości będzie snuł przedziwne, pasjonujące historie. Warto posłuchać. Żeby się nie obudzić jak już będzie za późno…
Zapewne większość z nas o tym wie i działa rozsądnie. Ale jeśli ktoś nie, jest zbyt zmęczony, ma zbyt daleko, to niech się jeszcze raz zastanowi. Trzeba znaleźć taką formułę wizyt (i rewizyt oczywiście!), żeby znaleźć czas, siłę i żeby to była przyjemność. Bo z pewnością to może być przyjemność.
Aha. I jeszcze jedno. Święta. Kiedyś będziemy starzy. W święta szczególnie odczuwa się zarówno samotność jak i gwar rodzinnej imprezy. Na Hawaje można pojechać w dowolnym momencie roku i zawsze będzie fajnie. Święta niech będą rodzinne! Niech nasze dzieci wiedzą od samego początku, że święta to czas fantastycznej zabawy w gronie rodziny a nie jakichś przypadkowych ludzi gdzieś na końcu świata. Ja wiem, czasem wspominamy święta jako taką nadętą rodzinną imprezę. Ale dlaczego tak? Warto to przeanalizować i znaleźć taką formułę, żeby wszyscy się co najmniej jako-tako bawili. Spróbujmy, może się uda. Musi się udać.
Zbliża się Wielkanoc, trzeba zacząć skrzykiwać rodzinę. Będzie fajnie! Przecież znasz swoją rodzinę i możesz zaplanować atrakcje tak, żeby każdy był zadowolony.
A kto nie skorzysta… niech załuje.
Straci…
…i tym chętniej skorzysta za rok!