Mamy KINECTa!

xbox 360 250g z kinectemNo i stało się. Poczyniliśmu duże oszczędności rezygnując w tym roku z tenisa (za dużo z tym było zachodu – te dowozy), które postawnosiliśmy zainwestować w odrobinę ruchu na sposób bez wątpienia atrakcyjny i niezależny od pogody. Z taką pewną nieśmiałością, zdecydowaliśmy się na xboksa z kinectem. U znajomych sprawdziliśmy, że to rzeczywiście działa, tzn. dzieci skaczą, biegają w miejscu i gimnastykują się – chętnie i radośnie. Ale czy to zadziała na nasze?

Zadziałało! Zresztą nie tylko na dzieci… Wszyscy wygłupiamy się przed telewizorem rżymy radośnie i śmiejemy jak kto głupi do sera. Czyli przynajmniej pierwszy kontakt jest bardzo pozytywny. No tak, ale z czego rżymy? Z wigibasów graczy oraz ze zdjęć – konsola robi zdjęcie w trakcie gry i można ja potem pooglądać…

kinect, xbox 360A teraz kilka uwag praktycznych, być może przydatnych dla kogoś, kto to czyta i zastanawia się nad tym jaką wersję xboksa wybrać. Długo zastanawialiśmy się, czy kupić wersje z dyskiem, czy bez. 4G pamięci (nibydysku) w wersji bezdyskowej miało w zasadzie wystarczać do grania, zapisywania wyników itd. Dysk miał być potrzebny do Internetu – tak jakoś nie do końca zrozumiale mi to ktoś tłumaczył.

Do Internetu mamy komputery, ale jednak zdecydowalismy się na wersję z dyskiem. I to było bardzo dobre posunięcie.

Kupiony zestaw zawierał konsolę, kinect (detektor ruchu niezbędny do gier wymagających realnej gimnastyki – to on sprawił, że ta zabawka nas zainteresowała, bez niego jest to tylko konsola do gier, przy których siedzi się gapiąc w telewizor) i jedną grę (kilka rodzajów aktywności, bardzo fajne – Kinect Adventures).

xbox 360, kinect, kręgleOdpalenia urządzenia zajęło nam nieco czasu, bo od razu chcieliśmy podłączyć się do Internetu – okazało się to niezbędne, bo zestaw nie zawierał sterowników do kinecta i od razu chciał je pobrać z sieci. Przy okazji upgrade systemu, kilka restartów – z godzinka zabawy jak z nowym komputerem… Urządzenie kazało nam założyć kontro z usłudze xboxlive obiecując konto Gold na miesiąc za darmo. Oczywiście wzieliśmy. Mimo, że ilość danych wprowadzanych była koszmarna (zarejestrowaliśmy syna, ale żeby go aktywować musiał się zarejestrować i rodzic jako opiekun, a rejestracja rodzica wymagała podania danych karty kredytowej (podobno tylko w celu weryfikacji pełnoletności, mam nadzieję, że tak to się skończy…)), to było warto – dostaliśmy dostęp do bioblioteki zapowiedzi nowych gier i wersji demo różnych gier (oczywiście z możliwością zakupu przez sieć, być może z samego xboksa – na razie nie sprawdzaliśmy). I tu się okazało, po co tak na prawdę nam ten dysk. Ściągamy demo za demem i mamy to wszystko pod ręką. Bez dysku to by się nie udało, mielibyśmy jedną grę aż do czasu kupienia kolejnej (drogo, oj drogo).xbox 360, kinect, kręgle

Dema jak na razie nam wystarczają. I sciągają się ciągle nowe :-) . Zabawa jest bardzo fajna.

Ważna rzecz to miejsce. Przed telewizorem potrzeba około 3 na 3 metry miejsca. Lepiej - 4 szerokości i 4-5 długości. Niestety to nie jest zabawka na małe metraże. No ale to chyba logiczne – miejsce jest niezbędne, żeby trochę poskakać, pomachać rękami i to czasem we dwie osoby na raz i nie poobijać ścian i siebie nawzajem. Myślę, że warto wywalić komodę, kanapę i kilka szaf ;-) .

I ostatnie już sprawa o jakiej chcę napisać. Gdzie i jak drogo? Szukaliśmy na allegro, szukaliśmy w guglach i w końcu kupilismy w Euro RTVAGD (jak widać na załączonym pierwszym obrazku). Okazało się, że cena tu oferowana była bardzo zbliżona do allegrowych, a przynajmniej wyszliśmy ze sklepu z pudełkiem – od ręki, bez czekania i zastanawiania się czy i kiedy przyjdzie zakup. Cena generlanie dość wysoka – 1400 bez złotówki, ale tenis to był bardzo drogi sport. A raczej rozrywka. I to dla jednej osoby. Teraz mamy dla wielu :-) . Tenisa zresztą też – w grze Kinect Sports (DEMO of kors)…

Opublikowano Komputery, Rodzina, Sport, Wychowanie, Wypoczynek, Zdrowie | Skomentuj

Kiedy kończą się Wakacje?

Zastanawiam się, czy warto kończyć wakacje. Wakacje są fajne. Ale chyba jednak czas kończyć. Córka, lat 8 ogrywa mnie już w tysiąca dobieranego. JESZCZE udaje mi się ogrywać dzieciaki w prawdziwego, ale jak za długo będziemy wczasować, to może się jeszcze okazać, że i w to mnie ograją…

Muszę powiedzieć, że tysiąc to bardzo fajna gra dla dzieci. Ktoś to wymyślił właśnie tak, jak było trzeba – dodawanie małych liczb do siebie (i czasem przekraczanie dziesiątek, setek), dodawnie 11 do liczb. Genialne. Muszę powiedzieć, że jestem dumny z córki jak szybko liczy te swoje punkty. A podliczanie punktacji po każdym rozdaniu? Znowu najstersztyk z tym zaokrąglaniem do dziesięciu (swoją drogą kolejny dobry pomysł) i dodawaniu dziesiątek/setek.

Niby prosta wakacyjna gra, a po namyśle stwierdzam, że to jednak stymulacje dziecka we właściwym kierunku. Tym się powinny zajmowac na matmie ;-) .

No i muszę kończyć, bo córka znowu chce mnie przed snem ograć…

W takim razie dziekuję za uwagę. Tylko czy ktoś to jeszcze czyta?

Opublikowano Edukacja, Wychowanie | 2 komentarzy

WAKACJE

W wakacje należy bawić się z dziećmi, grać w gry jak pada, jeździć na rowerze, rolkach jak nie pada, i ogólnie odpoczywać z dala od komputera.

Jeśli urodzi się nowe dziecko – zachustować!

Do komputerów, na bloga, zapraszam pod koniec sierpnia!

A teraz: Sio!

Opublikowano Przyroda, Rower, Wypoczynek | Skomentuj

Dzieciorób na froncie

Znowu mam zaległości w pisaniu. A tom coś odkrywczego napisał…

Ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że pogoda sprzyja innym zajęciom.

Ale nie tylko to. Otworzyliśmy drugi front. Bynajmniej nie białoruski. Ale też nie walki ze stonką ziemniaczaną zrzucaną przez podłych imperialistów.

Nie jest to też drugi front, który chciałbym ukrywać przed tą, która nosi, bo kocha. W istocie jest to front z nią związany. Otóż Nosząca dojrzała. Nie, nie oznacza to, że spadła z drzewa jak jakaś ulęgałka. Oznacza to, że już nie tylko nosi, ale uważa, że wszyscy powinni nosić. I doprowadzenie do tego uznała za zadania priorytetowe.

Zatem cóż mi pozostaje? Zapraszam na pogotowiechustowe.pl.

A właściwie? Czemu nie? Otóż to! Nie tylko zapraszam tam. Zapraszam do fancludu (Lubię to!) mojego bloga, bloga Noszącej także. Myślę, że dla czujnych fanów przygotujemy jakąś atrakcję, kiedy pogotowiechustowe.pl wypączkuje jeszcze eko-sklep internetowy. Jak mi Nosząca (bo kocha) pozwoli, to może niebawem zdradzę jak się będzie nazywał i można będzie zapisać się tam na jeszcze jakiś dodatkowy kupon promocyjny na otwarcie? Czyli całkiem niebawem, towar już się wszędzie poniewiera. Ale nie chcemy odpalać przed urlopem, więc cierpliwości…

Aha. Jeszcze ważna informacja dla tatusiów walczących o poważne traktowanie przez dzieci. Pod koniec lipca. Nocny bieg. 5/10 km (dwa kółka). Cza trenować!

Opublikowano Chustowanie, Edukacja, Rodzina, Wychowanie, Zdrowie | Otagowano | Skomentuj

Waypoint race dla opornych

Jak już wcześniej zapowiadałem, miniony weekend miał wybuchowy potencjał. Ilość dostępnych atrakcji przerosła nasze możliwości. Musieliśmy wybierać – a było z czego.

Sensacyjna wiadomość! Piknik naukowy (nie byle jaki – piętnasty, pod nie byle jakim hasłem – wolność!) nie załapał się na pudło!

Co zatem robiliśmy?

W sobotę wzięliśmy udział w  IV Waypoint Race w okolicach Pruszkowa. A w niedzielę Ela (z Pruszkowiakami) dała koncert na pikniku w Komorowie. Koncert oczywiście wypadł fantastycznie, co widać na zdjęciach na samym dole. Na szczęście na zdjęciach nic nie słychać, bo niestety dźwiękowcy mieli jakieś problemy z ustawieniem dźwięku i przez część koncertu było tak sobie.

No ale wracając do meritum. Waypoint race. Kategoria Family. Uznaliśmy, że jak Family, to będzie to kaszka z mleczkiem. Ubraliśmy się jak na odpust, wsiedliśmy na nasze szosowe rowerki i ruszyliśmy pełni optymizmu. Na mapie wszystko wyglądało dość łatwo – ścieżki przez lasy, pola, ładnie zaznaczone punkty kontrole. Duże, czerwone kółka :-) .

Najpierw runda honorowa w Pruszkowie – krótka pętla, rozgrzewka i możliwość spojrzenia na ten nieprzebrany tłum rowerzystów. Na WPR04 zgłosiło się niemal 700 uczestników, wystartowało około 500. Winna była pogoda – w poprzednich dniach padało, dzień rajdu też był taki lekko niepewny. A może Ci, co nie przyszli, mieli doświadczenie, którego nam zabrakło i wiedzieli co oznacza rajd dzień po większym deszczu…

W każdym razie w okolice PK1 dotarliśmy bardzo sprawnie, bo to nasze okolice, jeździliśmy tu na rowerach nie raz i hmm co główniejsze ścieżki już znaliśmy. No dobrze, ale od okolic punktu do punktu jest drobny kawałek trasy. No i tu się skończył Wersal. Błoto po ośki i przerażenie w oczach – co jeśli się zatrzymam? Zabrudzę sobie buty i spodnie, żona mnie nakrzyczy, laboga. aaa nie. nie nakrzyczy, bo ona jest tuż tuż. Też upaprana. No dobrze. PK1 jakoś zaliczyliśmy, w sumie dość łatwo, bo po okolicy kręciło się wielu takich jak my przerażonych rodziców usiłujących jakoś wypaść przed swoimi dziećmi. Wypaść i nie wpaść. W błoto.

Potem udaliśmy się w stronę PK2 – kawałek drogi znaliśmy, potem mapa dawała optymistyczne sygnały – jakaś przecinka w lesie. Przecinka okazała się być ścieżyną wydeptaną przez jeże. A może jednego jeża, bo taka jakaś niewyraźna była. Ale potem zamieniła się w dukt leśny którym pomknęliśmy na pola, łąki – w stronę strumyczka. Tu niestety Gaja usnęła i jak zobaczyliśmy teren w okolicy PK2, to wysłaliśmy Gaję z obstawą ;-) łatwiejszą drogą w kierunku PK14 (ostatniego obowiązkowego w kategorii Family).

A starszaki i ja zaczęliśmy poszukiwania PK2. Niestety tu mieliśmy pecha – akurat nikt z tych 500 rajdowców w pobliżu się nie kręcił i punkt musieliśmy znaleźć sami. Nie było łatwo. Znowu – mapa pokazuje ścieżkę, a przyroda pokazuje krzaczory. Nieco przedeptane, to fakt, ale nie tego się spodziewaliśmy. Następnym razem już będziemy wiedzieć. Ale puki co szukaliśmy ścieżki. Po 10 minutach zaczęliśmy sprawdzać te podeptane krzaczki i … bingo! znaleźliśmy namiot nad strumyczkiem wbity w szuwarki tak, że z 5m nie byliśmy pewni, czy to PK2. Tak, to było PK2. Stempelek i w drogę na PK14.

PK14 to miejsce doskonale nam znane – byliśmy tam nie dawno na imieninach Gai napić się szampana (bezalkoholowego oczywiście) w jakichś miłych okolicznościach przyrody. Altana. W niej miał być PK14. Miejsca byliśmy pewni na jakieś 101%. Dotarliśmy tam. I co? I pstro. Altana pusta. Pojeździliśmy po okolicy i znaleźliśmy harcerzy bawiących się jakimiś fajnymi przyrządami nieopodal. W okolicach altany zaznaczonej na mapie i opisanej pięknie w opisie trasy dzień wcześniej źli ludzie postawili znaki zakazu jazdy rowerami, więc PK14 przeniósł się nieco. No dobra. Zaliczony PK, lecimy dalej. Niestety czas już zaczął nas gonić (limit dla Family – 3 godziny) więc ruszyliśmy dalej ignorując fajne zabawy dla dzieci przygotowane przez harcerzy.

Na metę wpadliśmy nieco przed upływam czasu i zakumaliśmy, ciemnoty, że w kategorii family czas to się liczy tak przez palce, bo nie ma ani chipów do zaliczania punktów, ani pucharów za zajęcie pierwszego miejsca. Oczywiście w tej sytuacji ogłosiliśmy się zwycięzcami i poszliśmy myć rowery (szluchem zapewnionym przez organizatorów – teraz już wiemy po co). Potem jeszcze Victorowy grill na obiad (dobry, bardzo dobry), deszczyk i do domu.

Reasumując: WPR04Family: 20km, 3 PK, niemal 3 godziny. Fajnie. Kto się z nami ściga za rok w WPR05? Tylko pamiętajcie! Tam czają się kałuże! Błoto! A Punkty kontrolne są pochowane… Pot. Krew. Łzy. Czyli to, co tatusiowie lubią najbardziej!

A co u Pruszkowiaków? Kolejny sukces:

Opublikowano Przyroda, Rower, Sport, Tradycja, Zdrowie | Otagowano , , | Skomentuj

Co robić? Co robić? GEMIR Team atakuje!

Myślałby kto, że aktywne spędzanie czasu z dziećmi wymaga jakichś szczególnych poszukiwań zajęć interesujących dla wszystkich. Fakt. Czasem tak jest. Ale nie teraz, nie teraz. Oj, nie…

Teraz sytuacja się zagęszcza w tempie nieprawdopodobnym (jak zwykle o tej porze roku) – z jednej strony jest Piknik Naukowy. Zdawać by się mogło murowany punkt programu. Michał nie wyobraża sobie, żebyśmy nie poszli.

Ale jest też rowerowa wyprawa w nieznane sponsorowana przez nasze miasto Pruszków. Zgłosiliśmy nasz GEMIR Team na IV Waypoint Race – wyścig rowerowy na orientację. Ale już zorientowaliśmy się, że drużyny rodzinne (jak nasza) nie muszą się ścigać. Dużym sukcesem będzie, jeśli się nie zgubią. No to coś dla nas. Damy radę. To rano.

Może uda się zatem, o ile się nie zgubimy, pojechać jeszcze i na Piknik? Chociaż. Waypoint nie jest takim wydarzeniem jednorazowym. Po prostu mamy dni miasta. Dużo imprez, niezdrowego jedzenia, pokazów, koncertów i inne takie. Laboga, co robić? Co robić?

Może by tak leżak rozłożyć i przespać całą sobotę?

Sobotę może się i uda. Ale w niedziele jest ciąg dalszy :-) . Pruszkowiacy występują w Komorowie…

Tym razem nastawiamy się na większe tańczenie. Jeśli tylko pogoda dopisze, będzie pięknie.

Ale nie ma co się dziwić – końcówka roku szkolnego, początek lata to zawsze okres gwałtownego wysypu atrakcyjnych imprez. Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, przespacerować po swojej okolicy, poczytać plakaty i na pewno wszędzie znajdzie się wiele lokalnych atrakcji. DO DZIEŁA!

Ojojoj a rolki ciągle jeszcze się kurzą :-&.

Opublikowano Przyroda, Rodzina, Rower, Sport, Wypoczynek, Zdrowie | Otagowano , | Skomentuj

Czas na piknik. Naukowy.

Wakacje coraz bliżej. Pogoda taka, że czytać blogów się odechciewa. A pisać to już w ogóle. Po prostu: piknikowa. Zatem czas na piknik. Proponuję Piknik Naukowy. Nie byle jaki, bo piętnasty. I pod nie byle jakim hasłem: „Wolność”.

Miejsce: Park Marszałka Rydza Śmigłego w Warszawie (a co?).

Czas: 28 maja 2011 roku (sobota).

Piknik Naukowy to niezwykła impreza. Bywamy tam od kilku lat systematycznie. Zabawa jest znakomita, dla wszystkich – i dla rodziców i dla dzieci. Fantastyczne pokazy, prezentacje, zabawy wciągają dzieci w świat nauki. To musi wcześniej czy później zaprocentować. A nawet jeśli nie, to co? To można chociaż zjeść jakieś niezdrowe paskudztwo „z gryla” i poleżeć na trawie nad Wisłą. Czego więcej trzeba, żeby spędzić fajnie sobotę?

Na piknik co roku przyjeżdżają ludzie z pasją z wielu krajów. Prezentacje nie są więc nudnymi wykładami, a świetną wspólną zabawą. Skakanie na butach do skakania (nie wiem jak to się nazywa, nie widziałem takich rzeczy w sklepach… proszę bardzo! nałykać się helu? ooo to tu!).

A kilka lat temu przygotowując do szkoły z synem rozrywki na spotkanie klasowe zaczerpnęliśmy nieco inspiracji z wcześniej odbytych pikników. Zrobiliśmy fantastyczną grę hmm zręcznościowo-planszową, na szczęście nie mamy zdjęcia, więc mogę bezwstydnie napisać: była fantastyczna.

W tym roku zwróciły moją uwagę następujące atrakcje… hm. nie. Nie napiszę tego. Atrakcji jest co nie miara (jak zwykle), ale każdy ma swoje preferencję i jeśli opiszę takie, które odrzucą kogoś od pikniku, a które mnie specjalnie intrygują, to będę winny. Wolę nie być ;-) . Można zajrzeć na stronę pikniku i znaleźć coś dla siebie. Można nigdzie nie zaglądać i pojechać na piknik „w ciemno”  – na pewno znajdzie się coś interesującego.

A więc do dzieła. Długopis w ręku, notatka w kalendarzyku. Alarm w telefonie. Zapowiedz imprezę mężowi/żonie/dzieciom. Nie zapomnij o pikniku. Następny taki piknik dopiero za rok…

 


Z ostatniej chwili, dla bardzo szybko czytających ;-) . Plan na jutro, sobotę, 21 maja 2011. Dzięki JM za informację. Coś fantastycznego: zmaluj krasnala! Do zobaczenia… z moimi dziećmi, żoną… bo ja mam akurat tą jedną w roku sobotę pracującą :-&.

Opublikowano Edukacja, Przyroda | Otagowano , | Skomentuj

ZWYCIĘSTWO!

Udało się, zwyciężyliśmy. Pokonaliśmy co najmniej 35 osób (plus niemal 200, które przepadły bez wieści podczas biegu). Michał tak dał czadu na finiszu, że mi zwiał. Czas poniżej 40 minut (zwycięzca – poniżej 15tu, bardzo duże grupy około 20-25). Na zdjęciu widać, jakby nasz czas był powyżej 40 minut, ale startowaliśmy niemal na końcu stawki i linię startu przekroczyliśmy jak czas biegł już od niemal półtorej minuty (ach te warszawskie korki – nawet podczas biegu…). Tak więc jest świetny wynik jak na nasze aktualne możliwości. Za rok obśmiejemy ten rezultat, ale dziś jesteśmy z niego dumni.

Już się rozglądamy za następnym biegiem. Może (nocny?) Bieg Powstania Warszawskiego (30.07? Gdzie my wtedy będziemy?) – fajny, bo dwie pętle i można go pobiec na 5km albo na 10km – zależnie od tego jak nam pójdą przygotowania i jaki postawimy sobie cel – może przebiec 5km w czasie poniżej 30 minut? a Może przebiec 10km w ramach sprawdzenia się przez Biegiem Niepodległości?

Ela też bardzo chce pobiec, medale jej się podobają, dyplomy też. I w sumie mogła pobiec – jak się okazuje ograniczenie wieku można było łatwo obejść i trzeba było to zrobić. Podpowiem jak to robili inni, może komuś się przyda. Otóż bieg z kijkami (nordic) był bez ograniczeń wiekowych. I dzieci niemal w wieku Eli zgłoszone na nordic biegły razem z nami. Oczywiście bez kijków. I były klasyfikowane jako biegacze. Szkoda, że wcześniej nie znaliśmy takiej „metody”, pobieglibyśmy we trójkę (w istocie: w piątkę, bo jeszcze dziadek z towarzyszką – będący naszą inspiracją – biegli z nami) i frajda byłaby jeszcze większa…

Na koniec kilka fotek: z rozgrzewki, spotkania z sercem i rozumem, półmetka oraz ze spotkania z wracającymi akurat spod Somosierry wojakami. Wstąpili po drodze na kilka głębszych i jakoś im tak zeszło…

Opublikowano Sport | Otagowano | 5 komentarzy

Przygotowanie do biegu domykają się…

Dziś spędziliśmy dzień na rodzinnym „pikniku” w Warszawie. Zasadniczym celem było odebranie pakietów startowych do Biegu Konstytucji. Mamy piękna numerki 1000 i 1003 a 1001 i 1002 przypadły vice babci i dziadkowi. Skoro już byliśmy w okolicach trasy biegu a pogoda nam dopisała, to postanowiliśmy przebiec sobie (przejść raczej) trasę, żeby zobaczyć na własne oczy jak to jest z tymi podbiegami. Nie jest źle, damy radę. Dzisiejsze przejście trasy zajęło nam mniej niż limit biegu (1 godzina), czyli możemy być spokojni, damy radę z tym, no. palcem.

Poza tym pałętaliśmy się po mieście, żeby wypróbować wszystkiego, co nam dał w pakiecie bilet całodobowy – SKM, metro, autobus, tramwaj. Jak się bawić to się bawić.

Żona z dziewczynami poszły na plac zabaw w parku Ujazdowskim, my po badaniu trasy też do nich dołączyliśmy. Poleżeliśmy sobie na trawce, jeszcze trochę pomęczyliśmy bilety ZTM i wróciliśmy, raczej zmęczeni, do domu. Wyjadać resztki po świętach ;-) .

No i znowu jesteśmy ociężali i obżarci. A już przez chwilę się zdawało, że po dzisiejszej wyprawie wróciliśmy do normy…

Opublikowano Sport, Zdrowie | Otagowano , | Skomentuj

Cisza na blogu, wicher dmie… ;)

Ucichłem ostatnio, ale nie na stałe. Po prostu chwilowo musiałem wziąć się trochę intensywniej za pracę, odbyć kilka nieciekawych podróży i nie miałem czasu zastanowić się chwilę, co by tu napisać.

W sprawie biegania też nie było najlepiej – a to deszcze, a to moje wyjazdy i 2 tygodnie minęły. Ale wczoraj wróciliśmy do treningu. 4,2 km w 40 minut. Więcej nie daliśmy rady. Dziś poszło już lepiej: bez problemu 5,2km w 44 minuty. Czyli dystans biegu majowego robimy i będzie coraz lepiej. Jesteśmy też już zapisani na bieg :-) . Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jest drobny problem: biegamy po płaskim tartanie, a prawdziwy bieg będzie po ulicy i w dodatku z kilkoma sporymi górkami. No cóż. Jakoś damy radę.

Opublikowano Sport | Otagowano | Skomentuj